Nadzieja dla pacjentów

Fragment rozmowy z prof. dr. hab. med. Janem Lubińskim, genetykiem-onkologiem

Czy często musi pan nakłaniać pacjentów do tego, by rzucili palenie? A może diagnoza: „nowotwór” jest wystarczającym argumentem?

W Ośrodku Nowotworów Dziedzicznych działającym w ramach Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie zajmujemy się nowotworami, które mają charakter dziedziczny. Pacjenci, którzy do nas trafiają, mają dziedziczną predyspozycję do nowotworów – występuje u nich tzw. agregacja rodzinna nowotworu. Dotyczy to wielu rodzin. Przykładowo członkowie danej rodziny mogą być szczególnie wrażliwi na dym papierosowy, powodujący rozwój nowotworów. W rezultacie taka rodzina obarczona jest większym ryzykiem pojawienia się raka płuca, a także jego kombinacji z innymi nowotworami tytoniozależnymi, jak rak trzustki, krtani itd. Wyróżnia się łącznie dziewięć lokalizacji nowotworów, które są zależne od papierosów.

Jeśli dostrzeżemy, że w danej rodzinie następuje agregacja nowotworu, podejmujemy działania, żeby odpowiednio wcześnie wykryć ewentualną chorobę. Prowadzimy badania kontrolne, wykonujemy tomografię komputerową. Bez wątpienia jednak najskuteczniejszym działaniem, jakie może podjąć sam pacjent, jest rzucenie palenia.

A jeśli pacjent, u którego zdiagnozował pan już nowotwór, nie jest w stanie zrezygnować z papierosów?

Rzeczywiście, nie zawsze ludzie potrafią sobie odmówić. Ale jeśli zdiagnozuje się nowotwór, to i tak zwykle jest już za późno. Nam bardziej chodzi o to, żeby osoby, które mają predyspozycje do uzależniania się, odpowiednio wcześnie odciągnąć od papierosów.

Czy ma pan pacjentów, którzy mimo wielu prób nie są w stanie rzucić palenia? Co takim osobom może zaproponować onkolog?

Wydaje się, że pewnym rozwiązaniem mogą być e-papierosy. One stanowią szansę zarówno dla tych, którzy palą i szukają czegoś, czym mogliby zastąpić tradycyjne papierosy, jak i dla tych, którym grozi ponowne uzależnienie się – zamiast wracać do papierosów, mogą zdecydować się na papierosy elektroniczne.

Nie ma się co oszukiwać, substancje uzależniające były, są i będą. Nic na to nie poradzimy. Można jednak podejmować działania, żeby ograniczać liczbę używek. Przy odpowiedniej polityce, przy odpowiednim podejściu społeczeństwa, a przede wszystkim przy zapewnieniu odpowiednich substytutów – tak bowiem traktuję e-papierosy – można by wpłynąć na ograniczenie skali problemu.


Tytoń. Strategie ograniczania szkód

Jedynym sposobem na uniknięcie negatywnych konsekwencji zdrowotnych powodowanych przez tytoń jest rzucenie palenia – przekonują eksperci. W politykach publicznych dotyczących tytoniu od lat dominuje strategia oparta na nakłanianiu do zaprzestania palenia w przypadku palaczy oraz zapobieganiu sięgania po papierosy przez osoby, które nigdy nie paliły. Coraz częściej zwraca się uwagę na grupę palaczy, którzy mimo wielu prób nie są w stanie zerwać z nałogiem. Zdaniem niektórych badaczy strategia ograniczania szkód powodowanych przez palenie tytoniu może uzupełniać główny kierunek polityki państwa, jakim jest promowanie abstynencji.
Czy można sprawić, by palenie tytoniu było mniej szkodliwe? Część naukowców coraz bardziej interesuje się alternatywą dla palaczy w postaci bezdymnych wyrobów tytoniowych. Jednym z przykładów udanych prób ograniczania ryzyka związanego z używaniem tytoniu jest upowszechnienie w Szwecji tradycyjnego bezdymnego wyrobu tytoniowego – tzw. snusa. W ostatnich kilkudziesięciu latach producenci tej używki pracowali nad obniżeniem jej szkodliwości – zmniejszeniu uległ poziom nitrozoamin, rakotwórczych substancji. Rozpoczęto sprzedaż snusa w bardziej przyjaznych opakowaniach, przypominających saszetki z herbatą. Obniżono też wysokość podatków związanych ze sprzedażą snusa do poziomu niższego niż w przypadku tradycyjnych papierosów.
Wszystkie te okoliczności przyczyniły się do wzrostu popularności tradycyjnej szwedzkiej używki. Od lat 70. w Szwecji zaobserwowano wzrost liczby użytkowników snusa przy jednoczesnym znaczącym spadku odsetka palaczy – z 40% w 1976 r. do poziomu 15% w 2002 r.
Badania wykazały, że w tym czasie znacznie zmalała zachorowalność na raka płuc wśród mężczyzn (kobiety były mniej skłonne do rezygnacji z palenia na rzecz snusa). Popularność snusa przyczyniła się z jednej strony do tego,  że po papierosy rzadziej sięgały osoby dotychczas niepalące, z drugiej – do promocji rzucania palenia wśród starszych mężczyzn.
Źródło: C. Gartner, W. Hall, A. McNeill, Harm reduction policies for tobacco [w:] Harm reduction: evidence, impacts and challenges, Lizbona 2010, s. 255–268

„Naukowiec i przedsiębiorca”, „Naukowiec, który pamięta o biznesie” – to tylko niektóre tytuły wywiadów, których pan udzielił. Czy pańskim zdaniem nauka i biznes powinny sprzymierzyć się, by wspólnie szukać substytutów palenia, które byłyby mniej ryzykowne?

Uważam, że trzeba wykorzystywać dobre pomysły i wynalazki, które mogą przyczynić się do poprawy stanu zdrowia społeczeństwa. W krajach wysoko rozwiniętych nauka idzie w parze z biznesem. Tymczasem w Polsce wciąż dominuje przekonanie, że działalność naukową prowadzi się z przyczyn tylko ideowych.


Nowatorskie wyroby tytoniowe – mniej szkodliwe od papierosów?

Rozwojowi rynku e-papierosów towarzyszą próby wynalezienia mniej szkodliwych, nowatorskich wyrobów tytoniowych, podejmowane przez największych producentów papierosów. Takie koncerny jak Philip Morris International (PMI) czy Japan Tobacco International (JTI) pracują nad produktami wyposażonymi w mechanizm podgrzewający tytoń. Podgrzewanie zamiast spalania to ich zdaniem klucz do obniżenia szkodliwości wyrobów tytoniowych.
Produkty takie jak iQOS (PMI) i Ploom (JTI) działają podobnie do e-papierosów. Zamiast płynu podgrzewany jest jednak wkład z tytoniem (np. w postaci kapsułki). W ten sposób tworzy się para, którą inhaluje użytkownik urządzenia. Para zawiera nikotynę, lecz jednocześnie – zdaniem producentów – znajduje się w niej znacznie mniej rakotwórczych i toksycznych substancji obecnych w dymie papierosowym.
Według koncernów użytkowanie ich produktów zapewnia podobne doznania smakowe jak palenie tradycyjnych papierosów. Ploom został udostępniony do sprzedaży w Austrii, Włoszech, Korei Południowej, Francji i Wielkiej Brytanii. IQOS – w Japonii i Włoszech.
Źródło: Analiza krajowego rynku wyrobów tytoniowych i perspektywy rozwoju, Krajowa Izba Gospodarcza, Warszawa 2015

Czy to oznacza, że trzeba wyjść poza obowiązujący paradygmat „walki z paleniem” i nierozmawiania z biznesem tytoniowym czy e-papierosowym?

Bardzo bym chciał, by ludzie na całym świecie przestali palić papierosy, wiemy jednak, że to niemożliwe. Prohibicja nie sprawdza się, bo jest sprzeczna z naturą człowieka – dowodów na to można szukać choćby w historii Stanów Zjednoczonych. Ludzie zawsze będą sięgać po używki z prostego powodu: one po prostu pomagają nam się relaksować. Wyzwaniem jest to, by pomóc osobom uzależnionym – w tym przypadku od nikotyny – żeby ich nałóg nie prowadził do dramatycznych konsekwencji, jaką są choroby odtytoniowe, w szczególności nowotwory. Dlatego kiedy mój pacjent, znajdujący się w grupie wysokiego ryzyka nowotworów tytoniozależnych, przyznaje się, że używa e-papierosów, jestem zadowolony. Wiem, że to dla niego może być lepsze niż kontynuowanie palenia tradycyjnych papierosów. Choć oczywiście najbardziej cieszyłbym się wtedy, gdyby uniezależnił się od nikotyny.

Wychodzę z założenia, że tak jak ludzie mają różne uzdolnienia, tak borykają się z najróżnorodniejszymi słabościami. Są osoby, które mają dobry słuch muzyczny, ale są i takie, które słuchu w ogóle nie mają. Czy ci drudzy nie mają prawa śpiewać, żyć na równych prawach? To, że ktoś ma jakiś defekt, nie przekreśla go w żaden sposób. Niech mi pan znajdzie kogoś, kto nie ma jakiejś słabości! Jedną z nich może być tendencja do uzależniania się. Rzecz w tym, żeby te sytuacje jakoś rozwiązać. Jest piątek i ludzie myślą o jednym: idziemy się zrelaksować. W rezultacie 90% ludzi czerpie przyjemność właśnie z korzystania z używek. Albo napiją się drinka, albo wezmą jakiś narkotyk, albo zapalą papierosa. Tacy po prostu jesteśmy. To, o czym mówię, dotyczy przecież zdecydowanej większości, o ile nie wszystkich.

Wydaje się, że w sprawie e-papierosów reprezentuje pan bardzo liberalne stanowisko. Na drugim biegunie jest np. prof. Marian Zembala, który w sprawach dotyczących tytoniu wypowiada się radykalnie, jest także zadeklarowanym przeciwnikiem e-papierosów. Przy okazji ustawy tytoniowej powiedział, że gdyby nie palenie, żyłby jego szef, prof. Religa.

Może tak, a z drugiej strony może prof. Religa musiał się czymś odurzać? Może miał taką osobowość i gdyby się nie odurzył, toby nie mógł pójść do pracy?

Gdyby nie ta jego cecha, może nie byłby aż takim dobrym lekarzem?

Może. Tego nie wiemy, ale czasem być może tak właśnie jest.

Czy w takim razie środowisko medycyny powinno przychylniej zacząć patrzeć na alternatywne sposoby zaspokajania nałogu?

Tak sądzę. Uważam, że bezpodstawne odrzucanie alternatywnych rozwiązań jest nierozsądne. Z pewnością nie mogę odrzucać niczego z góry, dopóki nie będę miał dowodów na to, że dana rzecz jest zła. Bo na jakiej podstawie miałbym odrzucać e-papierosy? Zwłaszcza w kontekście tego, że zwykłe papierosy, jak dobrze wszyscy wiemy, są złe. Skoro zatem pojawia się szansa na alternatywę, to przyjrzyjmy się jej bliżej. Może inni są sceptyczni, bo liczą na to, że takie używki jak papierosy w końcu same znikną…

Ironizuje pan, bo to naiwna wiara, prawda?

Myślę, że tak, ale powiem panu coś jeszcze. Z używkami jest tak, że one się uzupełniają, bo ich działanie jest podobne, i wszystkie w zbliżony sposób wpływają na mózg. Może więc oni wolą, żeby było więcej narkotyków niż papierosów? Zresztą musimy chronić przede wszystkim tych, którzy mają silną predyspozycję do popadania w uzależnienia, a jak wiemy, sporo jest takich osób.

Całą rozmowę z prof. Janem Lubińskim można znaleźć w książce „Alkohol i papierosy. Przemysł, państwo, polityki publiczne” (Instytut Łukasiewicza, Kraków 2016).


prof. dr hab. med. Jan Lubiński – genetyk-onkolog, kierownik Zakładu Genetyki i Patomorfologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Założyciel Międzynarodowego Centrum Nowotworów Dziedzicznych w Szczecinie. W centrum jego zainteresowania znajduje się genetyka kliniczna nowotworów. Był organizatorem programu badań nad wykrywaniem predyspozycji do nowotworów dziedzicznych dla ludności województwa zachodniopomorskiego, obejmującym ok. 1,5 mln ludzi.