W imieniu rozchmurzonych

Fragment rozmowy z dr. Mirosławem Dworniczakiem, chemikiem

Jak pan ocenia stosunek polskiego sektora medycznego do e-papierosów?

Jeszcze kilka lat temu to był temat bardzo ponury, dlatego że lekarze, pielęgniarki podchodzili do e-papierosów jak pies do jeża. W większości wypadków traktowano je tak samo jak zwykłe papierosy. Dość ciekawa jest ewolucja prof. Lubińskiego, który 2–3 lata temu wypowiadał się dość jednoznacznie negatywnie o e-papierosach. A ostatnio, chociażby w ramach debaty organizowanej przez „Rzeczpospolitą”, wspomniał, że jest to środek, który zdecydowanie powinien zostać zaakceptowany przez środowisko.To wielki przełom, bo prof. Lubiński jest cenionym specjalistą.

Po drugiej stronie jest równie ceniony prof. Jassem, współautor nowelizacji ustawy tytoniowej. On mówi zdecydowane „nie” e-papierosom.

Szczerzę mówiąc, bardzo chętnie wystąpiłbym w debacie właśnie z prof. Jassemem. Porozmawiałbym również z dr. Łukaszem Balwickim z Gdańska, który działa w ochronie zdrowia i jest zdecydowanym przeciwnikiem e-papierosów. Ich jedynym argumentem jest właśnie to, że nikotyna uzależnia, bo zdają sobie sprawę, że nikotyna nie jest rakotwórcza. OK, cudnie, nikotyna uzależnia. Ale to tak, jakby powiedzieć ciężarnej kobiecie: „Nie uprawiaj seksu, bo zajdziesz w ciążę”. Ciężarna jest w ciąży, tak jak ci, którzy palili, są już uzależnieni. Nie da się uzależnić bardziej.

Czyli e-papierosy to, pana zdaniem, wybór mniejszego zła?

Tak, do pewnego stopnia palenie e-papierosów jest mniejszym złem. Wiadomo, że nic sztucznego, co wdychamy, nie będzie dla organizmu człowieka zdrowsze od świeżego powietrza. Nie ukrywamy przecież, że tak jest.

Czy naukowcy na świecie są bardziej otwarci na szukanie rozwiązań, na akceptowanie sposobów pozwalających na wybór mniejszego zła?

Z pewnością nauka na świecie szybciej ewoluuje niż w Polsce. Jeszcze niedawno wielu naukowców podchodziło sceptycznie do e-papierosów. Przykładowo prof. Robert West, który kilka lat temu podchodził do papierosów elektronicznych z dużym dystansem, trochę jak prof. Lubiński, dziś się do nich przekonuje. Obecnie pojawiają się dziesiątki publikacji na temat e-papierosów i naukowcy siłą rzeczy muszą zrewidować swoje poglądy. Choć oczywiście nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że e-papierosy są zdrowe. Ja też walczę z twierdzeniem, że e-papierosy są zdrowe. Zdrowe jest jedzenie marchewki! Natomiast e-papierosy wydają się zdecydowanie mniej szkodliwe niż papierosy tradycyjne.

Być może opór polskich naukowców wynika z tego, że nasze środowisko medyczne – choć obawiam się, że spadną na mnie gromy za to, co powiem – po prostu nie czyta literatury medycznej. Ja dostaję kilka razy w tygodniu wyciąg z tzw. PubMed-u, czyli amerykańskiego systemu katalogowania prac naukowych. Otrzymuję powiadomienia o pracach zbliżonych tematycznie do kwestii e-papierosowych. Jeszcze 4–5 lat temu ukazywało się takich prac może 1–2-miesięcznie. Obecnie jest ich kilka tygodniowo, czasami nawet codziennie otrzymuję powiadomienia, a w każdym z takich wyciągów znajdują się 2–3 prace dotyczące bezpośrednio lub pośrednio e-papierosów, zawierające analizy chemiczne, analizy medyczne, badania przeglądowe, komentarze itd.


Wielka Brytania: alternatywa dla palaczy

Zachęcanie palaczy, którzy nie mogą lub nie chcą rzucić, do zamiany tradycyjnego papierosa na elektronicznego może zmniejszyć zachorowalność na choroby odtytoniowe – to jeden z kluczowych wniosków płynących z raportu Public Health England.
Jak wynika z badań, e-papierosów używa 5% dorosłych Brytyjczyków. W zdecydowanej większości to palacze lub osoby, które dla e-papierosów porzuciły tradycyjne wyroby tytoniowe. Odsetek osób, które używają e-papierosów, a nigdy nie paliły zwykłych papierosów, ocenia się na 0,2%.
Zdaniem autorów raportu palacze, którzy bez powodzenia próbowali rzucić palenie, powinni być zachęcani do używania e-papierosów – jako metody na walkę z nałogiem. Używanie e-papierosów nie jest w 100% bezpieczne, ale jest o ok. 95% bezpieczniejsze od palenia papierosów tradycyjnych.
Okazuje się jednak, że niemal połowa Brytyjczyków nie zdaje sobie sprawy z tego, że e-papierosy są bezpieczniejszą alternatywą. Autorzy raportu podkreślili, że istnieje potrzeba rozpowszechniania informacji o mniejszej szkodliwości e-papierosów w stosunku do tradycyjnych papierosów.
Źródło: E-cigarettes: an evidence update. A report commissioned by Public Health England, Londyn 2015

Prof. Lubiński nawołuje, żeby przeprowadzić próbę kliniczną, która pozwoliłaby rozstrzygnąć spór na temat ewentualnej szkodliwości e-papierosów. Co pan o tym sądzi?

Jeśli firmy przeprowadzą takie badanie i je opublikują, to odpowiedź łatwo przewidzieć. Zarzuci się autorom badania, że zrobiono je na zlecenie firm e-papierosowych, a więc wyniki trzeba traktować z dużą ostrożnością. Badania nad tak drażliwymi kwestiami jak e-papierosy powinno finansować Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Fundusz Zdrowia, może np. z wpływów z akcyzy tytoniowej. To są przecież miliardy złotych. Na blogu niedawno zresztą zaproponowałem, że można by chociaż promil wpływów z akcyzy tytoniowej przeznaczyć na badania, zrobić konkurs z grantami. Są przecież ośrodki, które się tym zajmują. Mają odpowiednie doświadczenie, mają ludzi.

No tak, ale znów byliby postrzegani jako lobbyści w branży e-papierosowej. Czy pan też spotyka się z takimi zarzutami?

Oczywiście, że tak. Mało tego, często spotykam się z pytaniami, ile mi producenci płacą za to, że piszę na blogu o e-papierosach. Zaskakujące są takie zarzuty w kontekście tego, że nigdy nawet nie odnoszę się do konkretnych producentów, firm itd. Jeżeli komentuję, to powiedziałbym, że w sposób bardzo ogólny.

Jak najbardziej jestem zwolennikiem badań. Badania nad e-papierosami trzeba prowadzić. Mówię o tym zresztą od początków swojej działalności. A poza tym trzeba by wprowadzić przepisy dotyczące płynów wprowadzanych na rynek w celu ograniczenia niepożądanych substancji.

Nieznana zawartość tych pojemniczków to też częsty zarzut.

Tak, aczkolwiek ja bym go zrozumiał 5–6 lat temu, kiedy wszystko importowano z Chin, ale nie dzisiaj. Nie znam dokładnych danych, ale najprawdopodobniej większość płynów obecnie produkuje się w Polsce. Ich zawartość jest bardzo dobrze znana – trzeba pamiętać, że wbrew temu, co się czasem pisze, płyny te podlegają kontroli, podobnie jak każda mieszanina chemiczna obecna na rynku.

Czy bierze pan pod uwagę taką możliwość, że to, co dzisiaj nie wydaje się ryzykowne w związku z używaniem papierosów elektronicznych, z upływem czasu może ujawnić nieznane nam jeszcze ryzyka?

Skłamałbym, mówiąc, że nie mam obaw. Rzeczywiście jesteśmy w jakimś sensie królikami doświadczalnymi i znam osoby, które miały problemy alergiczne w związku z używaniem pewnych aromatów. Kojarzę przypadek dziewczyny, która miała silny odczyn alergiczny – jak się potem okazało, pochodzący od śladów niklu, którego kilka lat temu używano w produkcji grzałek. Wystarczyły śladowe ilości tego pierwiastka, żeby powodować u tej dziewczyny wysypkę, obrzęki, a znikały natychmiast, gdy nie używała e-papierosa. Nie wiem, czy rzuciła zupełnie, czy wróciła do zwykłych papierosów.

Natomiast nie podejrzewam, żeby w dłuższej perspektywie miałyby się ujawnić jakieś niekorzystne konsekwencje, które nie są nam dziś znane. Kiedyś wprowadzono na rynek papierosy Astmosan, które wręcz zalecano chorym na astmę, sprzedawano je w aptekach. Oczywiście z czasem się okazało, że to nie działa, bo inne składniki obecne w tych papierosach – nie smoły, nie tlenek węgla – nasilały objawy astmatyczne. Ale jak mówię, nie wiemy, jakie długoterminowe skutki niesie za sobą używanie e-papierosów.

Czy dlatego te badania powinny mieć publiczny charakter?

Zdecydowanie tak.

Całą rozmowę z dr. Mirosławem Dworniczakiem można znaleźć w książce „Alkohol i papierosy. Przemysł, państwo, polityki publiczne” (Instytut Łukasiewicza, Kraków 2016).


Dr Mirosław Dworniczak – chemik, niezależny dziennikarz naukowy, tłumacz języka angielskiego. Dawniej pracownik Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu oraz wykładowca w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji. Użytkownik i propagator e-papierosów. Pisze książki na ich temat. Autor popularnego Bloga Starego Chemika.